Maraton Klasyk K³odzki 2005 - 

Relacja Wigor ...powrót

 

Z ig³y wid³y

              Przygotowania do Klasyka K³odzkiego by³y takie same jak do wielu innych maratonów w których startowa³em, czyli kilka godzin jazdy na rowerze w po³¹czeniu z odpowiednia diet¹ w tygodniu poprzedzaj¹cym start. Na jednym z treningów podczas skoku przez betonowe koryto rowu wgniot³em tyln¹ obrêcz do œrodka, ale co tam ko³o prawie siê nie zcentrowa³o, parê ruchów kluczem do szprych i by³o prawie jak nowe, tyle ¿e pozosta³o w nim charakterystyczne bicie na równym asfalcie. Na kolejnym treningu, zreszt¹ tak jak za ka¿dym razem jak przeje¿d¿am przez Jasne B³onia w Szczecinie, zeskoczy³em z tamtejszych 3 ma³ych schodków i po wyl¹dowaniu jakoœ dziwnie zaczê³o nosiæ rower na lewo, z pocz¹tku myœla³em ze skrzywi³em oœkê albo cos w tym stylu, ostatecznie stwierdzi³em, ¿e to jednak coœ nie tak z ram¹ i przesta³em zawracaæ sobie tym g³owê.

W nocy przed wyjazdem postanowi³em odpompowaæ ko³a, i ¿eby nie by³o za ma³o wczeœniejszych usterek to wyrwa³ mi siê wentyl z tylnego ko³a, szybko znalaz³em w kartonie jak¹kolwiek dêtkê i ja za³o¿y³em. Rower by³ przygotowany do startu. Jeszcze tylko siê spakowaæ i mo¿na jechaæ. Jednak jak to w ¿yciu bywa pakowanie na ostatni¹ chwilê i zawsze czegoœ siê zapomni. Pewny, ¿e wszystko zabra³em pojecha³em razem z kolegami ze Szczecina do Srebrnej Góry.

Do Bazy Maratonu dotarliœmy ok. 23, szybka rejestracja w biurze zawodów, ostatnie poprawki w ustawieniu roweru, ale coœ jest nie tak z ciœnieniem w tylnym kole, nie zastanawiaj¹c siê d³ugo stwierdzi³em, ¿e dêtka ma mikro szczeliny, które najlepiej zakleja siê mlekiem, tylko sk¹d wzi¹æ mleko o pó³nocy, pozosta³ tylko inny specyfik zakupiony na trasê maratonu, mianowicie Gatorade, który po wpompowaniu do dêtki doskonale j¹ uszczelni³. Jeszcze tylko przygotowaæ sobie spanie na sali gimnastycznej, a tu kolejna niespodzianka, w plecaku brak butów rowerowych, tym to akurat ju¿ najmniej siê przej¹³em bo i tak ca³y tydzieñ dostarczy³ mi moc wra¿eñ i ju¿ ma³o co mog³o mnie zaskoczyæ. Tak wiêc spokojnie po³o¿y³em siê spaæ, zostawiaj¹c problem butów na rano.

Pobudka wyj¹tkowo póŸno ok. 8 rano, start mojej grupy zaplanowany by³ na 9:40, to pozosta³o sporo czasu na zrobienie œniadania i znalezienie odpowiednich butów. Na szczêœcie w Bazie Maratonu by³a wypo¿yczalnia rowerów, jednak nie mieli tam ¿adnych butów SPD, pozosta³o mi tylko wykrêcenie z jednego z rowerów zwyk³ych platform, zawsze to lepiej ni¿ jechaæ w adidasach na Time’ach.

Nareszcie wybi³a 9:40 i ostro ruszyliœmy od razu pod górê. Razem z Markiem Dynaka i Dominikiem Mirowskim narzuciliœmy ca³kiem spore tempo podjazdu, jednak Dominik go nie wytrzyma³ i szybko pozosta³ w tyle, i szybko dogoniliœmy kilka osób startuj¹cych przed nami, czêœæ z nich pod koniec podjazdu przy³¹czy³a siê do naszej dwójki i w grupie 6-7 osobowej ze œredni¹ prêdkoœci¹ ponad 30km/h dojechaliœmy do podjazdu przed Kudow¹, który poszarpa³ nasza grupê. W ostatecznoœci jechaliœmy ju¿ tylko we trzech, ja Marek i Stanis³aw Jutel. Poniewa¿ jecha³em góralem na oponkach 1,9” mog³em pozwoliæ sobie na szybszy zjazd do Kudowej ni¿ koledzy na szosówkach, jednak jak siê zrobi³o trochê bardziej p³asko i lepszy asfalt od razu mnie dogonili. Na PK w Kudowej szybkie za³atwienie formalnoœci i w drogê. Z PK odjecha³em jako pierwszy z naszej trójki, tak wiec jecha³em powoli czekaj¹c na kolegów a¿ mnie dogoni¹, i spokojnie razem jechaliœmy dalej. Po kilku kolejnych km po raz pierwszy wyprzedzi³a nas kilkuosobowa grupa z wy¿szymi nr startowymi, a poniewa¿ nie poruszali siê du¿o szybciej do³¹czyliœmy do nich, jednak po kilku drobnych podjazdach w miarê szybkim tempem stwierdzimy, ¿e to dla nas za szybko i odpuœciliœmy. Podjazd pod Zieleniec da³ siê ostro we znaki Markowi i nie wytrzyma³ tempa narzuconego przeze mnie i Stanis³awa, tak wiec ju¿ tylko we dwóch jechaliœmy dalej razem, od czasu do czasu wyprzedzaj¹c innych uczestników lub za³apuj¹c siê do wspólnej jazdy z mocniejszymi zawodnikami. Ju¿ tradycyjnie znacznie szybciej pokonywa³em zjazdy od kolegi na szosówce, zwa¿ywszy na remont nawierzchni w okolicy Zieleñca, W jednym miejscu by³o takie fajne br¹zowawe b³otko, a ja z ca³ego rozpêdu przez nie przelecia³em ochlapuj¹c nim ca³kowicie rower i siebie. A niby mia³ byæ to maraton szosowy.

Po dotarciu do kolejnego PK i kilkunasto sekundowym pobycie na nim, by³ kolejny szybki i bardzo krêty zjazd do Bystrzycy K³odzkiej, na którym znowu wyprzedzi³em kilkuosobowa grupê szosowców, z którymi mniej wiêcej w tym samym czasie wyruszy³em z PK, jednak po wyprostowaniu profilu szybko mnie dogonili i tyle ich widzia³em.

Stanis³aw dogoni³ mnie dopiero kilka kilometrów za Bystrzyc¹ i razem wtoczyliœmy siê na Prze³êcz Puczaczówka. Na szczycie dogoniliœmy Krzyska Wiktorowskiego, z którym razem przekroczy³em tamtejsza linie METY, prawdopodobnie z innych zawodów.

Krzysiek poszed³ w dó³ jak przecinak, mimo ¿e asfalt by³ mokry po krótkim opadzie deszczu, a zjazd by³ bardzo krêty. Wola³em nie ryzykowaæ bezpoœrednio jazdy za nim i trzyma³em bezpieczn¹ odleg³oœæ. W Stroniu Œl¹skim by³ kolejny PK, na którym jak zwykle zabawi³em kilkanaœcie sekund i pojecha³em spokojnie dalej, czekaj¹c na kolegów a¿ mnie dogoni¹.

Na podjeŸdzie za L¹dkiem Zdrój, zaliczy³em kilka wiêkszych dziur z rzêdu i nagle dziwnie zaczê³o nosiæ moim rowerem, dok³adnie takie samo uczucie jak po tym kilka dni wczeœniej feralnym skoku ze schodów. Patrze na przednie ko³o, wszystko w porz¹dku, pomyœla³em ¿e pêk³a mi tylna oœka. Patrze na tylne ko³o, wszystko niby w porz¹dku, jednak nim zd¹¿y³em podnieœæ g³owê do góry ju¿ le¿a³em na asfalcie. No i masz pêk³a rura sterowa w widelcu, od razu wiedzia³em, ¿e by³o to wynikiem skoku kilka dni wczeœniej. W pierwszej chwili pomyœla³em, ¿e ju¿ po zawodach, no ale w koñcu by³ samochód techniczny na trasie. Z³apa³em za telefon i niestety nie maja czegoœ takiego na stanie. Tak wiec pozosta³y ju¿ tylko saperskie patenty. Pozbiera³em ³o¿yska z asfaltu i od³o¿y³em rower na pobocze, zastanawiaj¹c siê co tu mo¿na zrobiæ. Pierwsza myœl wcisn¹æ kawa³ek ko³ka, u³ama³em pierwsz¹ lepsz¹ ga³¹Ÿ, jednak okaza³a siê za s³aba. No nic w takim razie pozosta³o siê wróciæ do L¹dka i poszukaæ sklepu rowerowego z nadziej¹, ¿e bêdzie otwarty. W tym samym momencie przeje¿d¿a³ inny uczestnik maratonu i zwróci³ mi uwagê ze 200m pod górê jest wieœ, tak wiêc z³apa³em rower pod pachê i poszed³em do pierwszego z brzegu domu. Pukam do drzwi, nic tylko pies szczeka, pukam znowu, dalej tylko szczekanie s³ychaæ. To znowu rower pod pachê i do kolejnego domu, a by³y tylko dwa bezpoœrednio przy g³ównej drodze. Pukam, po chwili otwiera drzwi starsza Pani, mowie jej co siê sta³o i pytam siê czy we wsi jest jakiœ spawacz, a Pani powiedzia³a, ¿e poprosi mê¿a. Przyszed³ gospodarz a ja dalej pytam siê czy we wsi jest jakiœ spawacz, wyt³umaczy³em o co chodzi, popatrza³ na rower i stwierdzi³, ¿e po co spawaæ, skoro jego znajomy gdzieœ tam ma coœ takiego. Wsiad³ w trabanta i pojecha³. W miedzy czasie zabra³em siê za rozbieranie roweru i co chwila przeje¿d¿ali inni uczestnicy, a co drugi na wieœæ, ¿e po³ama³em widelec wypowiada³ tylko s³owa: „O w mordê”. Po ok. 10-15min wróci³ gospodarz z „nowym” zielonym widelcem .Gospodarz poprosi³, o krótk¹ sesjê zdjêciow¹ w celu pokazania miejscowym w³adz¹ co siê dzieje z rowerami na tutejszych drogach. Szybko na oko stwierdzi³em, ¿e widelec siê nadaje, sprawdzi³em tylko d³ugoœæ gwintu na rurze sterowej i zabra³em siê za skrêcanie. Na pocz¹tek posz³y do przykrêcenia hamulce, i od razu okaza³o siê, ¿e gwint w piwotach jest za krótki. Zapyta³em siê gospodarza czy ma mo¿e gwintowniki, poszed³ do komórki i po chwili wróci³ z kompletem gwintowników. Szybko znalaz³em odpowiedni M6 i zabra³em siê za przegwintowywanie. Po paru minutach hamulce by³y na swoim miejscu. Nastêpnie przysz³a kolej na przykrêcenie widelca do ramy, i znowu wysz³a kolejna niedogodnoœæ, gwint na rurze by³ za krótki o ok. 2-3mm ale to by³o do zaakceptowania i ju¿ nawet nie pyta³em siê gospodarza czy przypadkiem nie ma takiej narzynki. Skrêci³em ile siê da³o, skontrowa³em nakrêtk¹ i ju¿ chcê zak³adaæ mostek a on nie pasuje, œrednica otworu w rurze sterowej jest za ma³a. Gospodarz bez namys³u powiedzia³, ¿e mo¿na to rozwierciæ i przyniós³ z komórki specjalne regulowane rêczne rozwiertaki. Po kilku przejazdach tym urz¹dzeniem mostek da³o siê wcisn¹æ do rury sterowej. Pozosta³o ju¿ tylko przykrêcenie ko³a, regulacja klocków hamulcowych, zamocowani linki hamulca i czujnika licznika i mo¿na by³o jechaæ dalej. W chwili gdy wykonywa³em t¹ ostatni¹ czynnoœæ przyjecha³ samochód techniczny, który na swoim wyposa¿eniu mia³ ca³y rower. Poniewa¿ ju¿ upora³em siê sam z problemem po³amanego widelca nie musia³em korzystaæ z ich pomocy. Po ok. 1,5 godzinnej naprawie mog³em dalej kontynuowaæ maraton.

            Jak tylko ruszy³em zaraz dogoni³ mnie inny mocny uczestnik, który te¿ mia³ problemy z rowerem, ale drobne w porównaniu do moich, kilka przepitych dêtek, tyle ¿e straci³ du¿o czasu na czekanie na samochód techniczny. I tak we dwóch spokojnie ok. 20km/h zrobiliœmy podjazd przed Z³otym Stokiem. Na zjeŸdzie dogoniliœmy Jurka Z³otowskiego, który akurat zatrzyma³ siê aby uzupe³niæ bidon z pobliskiego strumienia. Niestety zmiana geometrii roweru i zbyt luŸno skrêcone stery nie pozwoli³y mi na szybki zjazd w dó³, po krêtej i dziurawej drodze. Na jednym z zakrêtów dogoni³ mnie Jurek, akurat obróci³em siê do ty³u i tylko zobaczy³em jak sunie bokiem po asfalcie. Krzykn¹³em czy nic mu siê nie sta³o, nic nie odpowiedzia³, zawróci³em ¿eby zobaczyæ co siê dzieje, na szczêœcie tylko siê trochê podrapa³ i ju¿ razem zjechaliœmy do Z³otego Stoku. PóŸniej jeszcze kawa³ek jechaliœmy razem, jednak Jurek odpad³ na jednym z podjazdów i dalej jecha³em ju¿ sam. Na kolejnym d³ugim podejdzie ze sterów zaczê³y wydobywaæ siê dziwne skrzypienia, zala³em je olejem do ³añcucha, przesta³y na kilka sekund, po czym znowu zaczê³y skrzypieæ. To zala³em je drugi raz, ale po chwili dalej to samo, dopiero jak przysz³a ulewa to przesta³y. I tak ca³y zjazd do K³odzka i a¿ do Barda ci¹gle w ciep³ym letnim deszczu. Od razu nabra³em ochoty do dalszej walki, ale jak tylko przesta³o padaæ to j¹ straci³em, na szczêœcie pozosta³o ju¿ tylko ok. 10km do mety.

W chwili gdy mija³em tablicê z napisem „Srebrna Góra 9” otrzyma³em telefon od Grzeœka Grabca, sêdziego g³ównego, z pytaniem gdzie jestem, odpowiedzia³em, ¿e w³aœnie zosta³o mi 9km do mety, a on z wielkim zdziwieniem pyta siê czy jadê na rowerze, odpowiedzia³em mu, ¿e przecie¿ nie na hulajnodze. I tyle by³o tej rozmowy.

Po ok. 20min dotar³em do mety z czasem 9h 32min, zajmuj¹c 51 miejsce w klasyfikacji OPEN i 3 w swojej kategorii, a co najwa¿niejsze utrzyma³em pozycje lidera w klasyfikacji generalnej Pucharu Polski w kategorii MTB.

Na mecie wszyscy byli bardzo zdziwieni jak to siê sta³o, ¿e po³ama³em widelec i uda³o mi siê ukoñczyæ maraton, a opowieœci o tym nie by³o koñca.

Daniel Œmieja „Wigor”/ LIRO team