|
Opis - Harpagan 29 Sierakowice - Marek Szymelis / Diablo...powrót Ogólnie byłem sceptyczny odnośnie moich możliwości, bo przez zimę urósł mi pokaźny brzuszek, no ale trzeba pojechać, chociażby "na spalanie tłuszczu". Dłuższe dystansy treningowe zacząłem robić tydzień wcześniej, idealną okazją była likwidacja punktów kontrolnych po LUC. Razem było tego ponad 200km i zgodnie z oczekiwaniem miałem dość fatalną formę. Później w tygodniu już spokój z rowerem i opychanie się spagetti i czekoladą. Jak też konfigurowanie rowerów, dla Wigora rakieta crossowa na znanej już ramie Scott Atacama, nowe oponki Racing Ralph 700x38, nowy amorek, suport, mostek, pancerze XTR i ogólna renowacja. Dla mnie full Deca ze Skarebem, koła na piastach XTR/tarcze, sprawdzone siodełko Ritchey WCS, opony Fast Fred 2.35 napompowane twardo czyli na 2/2,5 bara ;). Ubranko: spodenki kolarskie krótkie, u góry podkoszula, koszulka kolarska i windstoper na wierzch (podczas jazdy zdjąłem windstoper na jakąś godzinę ale było jednak zbyt chłodno i wietrznie). Sierakowice rano: chłodno i pochmurno ale na razie sucho, przy następnym samochodzie szykuje się zawodnik z Koszalina na kolarce, ale "z oponami terenowymi" hehe. Przejazd na start (już po czasie), jest tam nawet jeden na rowerze poziomym (ciekawe jak mu poszło). Biorę swoja mapę, chwila zastanawiania się nad doborem trasy, obok jest Wigor, pytam go. Chce kręcić 1-14-coś tam... no też tak pojadę. Ale oczywiście nie z nim, tempo by mi nie odpowiadało ;) PK1 Po chwili wyjazd z Sierakowic, w lewo na polna drogę, krótka konsultacja z miejscowym. Na krótko przed punktem mijam Wigora który już zmierza dalej. Stwierdzam że zapomniałem nasmarować łańcuch jak też wziąć smar. Na PK1 sporo ludzi, pytam się o smarowidło. Są Jarzynki (Ania Ś. i Robert), nie mają. Ktoś ma, wyciąga z plecaka, czerwony Finisz, no dobra, lepszy niż nic, myślę sobie dziękując. PK14 Trasa prowadzi początkowo szosą gdzie rozwijam taką prędkość że zaczynam wątpić we wskazania liczników (a mam ich 2), potem gruntówką na której mijam jakoś turystycznie jadące Jarzynki. Potem jest pokaźny podjazd po piachu polem i kawałek dalej punkt. PK4 Postanawiam jechać na PK10, po prostu trasą którą robiłem tydzień wcześniej likwidując punkty po LUC, a więc do Amalki itd. Za Amalką jednak chwila dekoncentracji i staję z jakimś zawodnikiem na rozstaju gruntówek. Wygląda to inaczej niż przed tygodniem, patrząc na mapę stwierdzam że wartoby zaliczyć najpierw PK4. Wracam do Amalki na asfalt i ruszam na północ. W Podjazach mijam znajomych, o ile pamiętam Jarek.mtb i Tomek B. po czym... jadę kilometr za daleko. Wracam i skręcam na planowaną szutrówkę do Gowidlina. W międzyczasie zaczyna kropić i zmoczony piasek niemiłosiernie klei się do napędu. Zgrzyt okropny. Od Gowidlina asfaltem za Smolniki i w prawo polna drogą do lasu. W nim na jednym ze skrzyżowań na drzewie znaczek imprezy na orientację z numerem, ale jest za blisko. Jakaś zmyła? Jadę dalej, skrzyżowanie zachęcające do jazdy dalej prosto ale kompas nakazuje skręcić w prawo. Skraj lasu, widać leśniczówkę i budynek, wszystko zgadza się. To musi być tutaj ale jest tylko znaczek z numerem. Jadę kawałek dalej żeby się upewnić i wracam, spisuję wszystko na karcie. Z mieszanymi uczuciami odjeżdżam na następny PK. PK10 Postanawiam ściąć róg szos dwukilometrową gruntówką. Jest piaszczysta, w pewnym miejscu zalana ściekami z pobliskich obór. Rolnicy krzyczą coś do mnie, chyba żebym tam nie wjeżdżał ale ufam moim szerokim oponom, i słusznie. Jakoś po kępkach trawy, nawet się nie ubabrałem. Po jakimś czasie docieram do asfaltu i jadę nim do Starej Huty. Na asfalcie mijam powolnego trekkingowca. W Starej Hucie nie wszystko jest tak jasne jak na mapie, odbijam w bok ale chyba w inna ścieżkę, zjeżdżam w dolinę z rzeczką a potem w las i pod górę. Są potężne kałuże w których trochę przemaczam sobie buty. Docieram do głównej drogi leśnej, na niej ma być punkt. Posuwam się kawałek aż nabieram przekonania że punkt jest w odwrotnym kierunku. Wracam i rzeczywiście jest. Straciłem z 5min. Mam nadzieję że to już koniec fazy chaotycznej... PK12 Gruntówkami do Bawernicy, tam skręcam nie na tą drogę ale wracam i dojeżdżam do asfaltu. A więc faza chaotyczna nadal trzyma... Następuje odcinek asfaltowy, przy Chałupach skręt w prawo na drogę leśną dobrze znana z LUC. Wracający zawodnicy nie pozostawiają cienia wątpliwości. PK17 Z powrotem w kierunku Chałup, przez szosę i cały czas drogami leśnymi. W pewnym miejscu na rozwidleniu kompas jest niejednoznaczny, skręcam źle i zajeżdżam przed leśniczówkę. Postanawiam dostać się do prawidłowej trasy w poprzek lasem i muszę chwilę prowadzić rower. Po chwili przejazd po mostku przez rzeczkę, na łące w słońcu dwóch luzackich zawodników robi sobie piknik. Po jakimś czasie docieram do punktu. Hamuję i z przodu dziwnie jęczy mi tarcza. Przyglądam się... odkręcił się centerlock. Co za shit! Zdejmuję koło, dokręcam na maksa palcami. Pewnie nigdy nie był dobrze przykręcony bo koło jest nowe. PK7 Leśnymi drogami do asfaltu, poczym za Cerominem znowu na długą gruntówkę, z której wg mapy należy po kilku kilometrach odbić w lewo. Zeruję licznik. Po wjechaniu w boczną drogę dwóch wracających zawodników utwierdza mnie o słuszności obranego kierunku, niestety żaden z nich nie ma smaru do łańcucha. Zawijam na punkt. PK16 Powracam na główną gruntówkę aby dojechać nią przez Zawiaty do asfaltu. Potem robię kilka kilometrów na wschód i za rogiem asfaltówek na północ w kierunku Rokitek. Skracać terenem mi się nie chce chociaż niby są możliwości, poprzednie tego typu skróty okazały sie powolne. Na nudnej asfaltówce tak się rozpędzam i zamyślam że mijam właściwe odbicie w lewo i dojeżdżam aż do asfaltowego odejścia na Bochowo. Tam widząc błąd przytomnieję i zawracam. Zaliczam punkt i ruszam dalej. PK20 Jadę leśnymi i polnymi gruntówkami aby dobić do asfaltu w okolicy Kostrogi, trochę mi się nie zgadza z mapą... są liczne skrzyżowania... wyjeżdżam na asfalt ale przy leśnym kościółku w Kozinie. Też dobrze- myślę. Dalej pod wiaduktami byłej linii kolejowej, na podjeździe widzę zawodnika trekkingowego jadącego niespiesznie z naprzeciwka. Trochę mi głupio go zatrzymywać bo ma z góry ale za kroplę oleju do łańcucha dałbym wszystko. Jest czysty suchy i okropnie głośny. Patrzę, to Wiki i nie mylę się, w swoich sakwach ma nie tylko pół bochenka krojonego chleba itp. itd. ale całą butelkę sprayu do łańcucha. Po chwili jest też przycisk do psikania. Dorywam się do tego, co za ulga! Dalej jadę już w lepszym nastroju bo chociaż napęd jest cichy. Okolicę znam z niedawnego LUC, Kozy, Mikorowo, długa gruntówka prze pola i laski. Na rozwidleniu rolnicy krzyczą bardzo przekonywująco "w prawo" ale nie słucham bo mapa pokazuje wyraźnie że w lewo. Widocznie jacyś inni tam pojechali. Dopada mnie zmęczenie, staje na moment i wciągam żela. Droga wchodzi w duży las i wkrótce pojawia się oczekiwany punkt. PK9 Wypada mi ciąć dalej w tym samym kierunku do Unieszyna, co wymaga przecięcia doliny z rzeczką. Na zjeździe w tą dolinę osiągam z pewnością swoje Vmax tego Harpa czyli ok. 50km/h po nierównym gruncie. Ponieważ liznąłem kolarstwa zjazdowego nie robi to na mnie wrażenia. Potem jest kawałek asfaltu do Unieszynka, zaraz zanim droga w las (mapa jest w tym miejscu nieczytelna) a na niej liczne ślady rowerów. Jadę więc bez zastanowienia. Po 2km droga wychodzi zgodnie z planem na pola i jest punkt. PK3 Tereny stają się nader znajome bo to już blisko Lęborka, nie mam żadnej strategii zdobywania tylko "ważnych" punktów więc kolejnym będzie PK3. W Cewicach docieram do asfaltu i przenoszę się nim do Siemierowic, gdzie przeaczam gruntowe odejście znajdujące się juz na początku miejscowości. Wracam, gruntówka jest raczej powolna, mocno nierówna i ciągnie się parę kilometów do zakrętu w lewo, za którym około kilometr jest punkt. Już niedaleko punktu, tracę ze 3 min. na błądzenie ale po chwili znajduję go. PK13 W Skrzeszewie docieram do trasy Lębork-Sierakowice i robię nią parę km do Bukowiny na dobrze znaną mi polną drogę do Niepoczołowic. Jest pod górę i pod wiatr więc kręcę powolutku. W Niepoczołowicach mijam jadącego rowerem osobnika płci nieznanej w płaszczu i wielkim kapeluszu, zaraz za jeziorem planowo odbijam na gruntówkę do PK. Na polno-leśnej drodze potwornie wionie padliną, tak że chwilami staram się nie oddychać. Niestety po zaliczeniu PK muszę zrobic tą drogę jeszcze raz aby wrócić do asfaltu. PK5 Następuje mozolny odcinek pod wiatr do Linii, potem na szutrówkę przez pola i widzę tego osobnika w wielkim kapeluszu jadącego równoległą drogą polną. Wcale niezłe tempo jak na spacerowicza - myślę sobie. Jestem na trasie szutrowej która robiłem juz wiele razy, prowadzi prze pola i laski. Pogoda tymczasem wyładniała ale jest chłodno. Ściółka w lesie zachęca więc schodzę z roweru i kładę się na chwilę, na brzuchu bo na plecach mam camelbacka. 3 minuty leżenia a jaki odpoczynek. Dojeżdżam do jeziorka przy którym droga się w kilku miejscach rozwidla. Skręcam źle i wpadam na czyjeś podwórko. Wracam. Inni jadą w kierunku lasu. Wiem że właściwa trasa omija las ale po prostu jej nie widzę. Więc po chwili jestem w lesie, przeokropne błoto i koleiny. Spotykam kilku zawodników, każdy ma inna opinię na temat właściwej drogi więc jadę na kompas. Przez drzewa widzę jezioro, a więc OK. Docieram do Diabelskiego Kamienia i punktu. Szacowana strata przez wpakowanie się w las - 10-15min. Na punkcie opowiadaja legendy o jakimś wyjątkowym zawodniku który załatwił formalności w 3s i już go nie było. Wigor? - myślę. Ale z opisów wynika ze Andrzej Chorab. PK11 Jadę do asfaltu i PK18 postanawiam sobie odpuścić bo to kawał drogi pod wiatr. Pewnie gdybym wcześniej odpuścił PK3 miałbym jeszcze czas i ochotę ale w tym układzie udaję sie na PK11. Układam plan końcowy: PK11-PK15- (w marzeniach PK19)-PK8-meta. Za Mirachowem zjeżdżam na polna a potem leśną drogę i prawie przeaczam fakt ze droga sie rozdwaja. W porę o zauważam i wypatruję przez drzewa punktu na drugiej, dolnej drodze. No i jest, jak fajnie. Na punkcie obsługa jest pod wrażeniem mojego przebiegu (ze 150km) oraz że mimo to mam sporo w planach. Podjeżdżam z powrotem na górną drogę i ruszam dalej na południe. PK15 Na polach ma się zacząć asfalt i rzeczywiście. Tyle że robi się coraz bardziej górzyście, ciągle pochyłości. Przyglądam się mapie, aha to przy pałacu. Wyjeżdżam na trasę Sierakowice-Kartuzy gdzie świeżo upieczeni kierowcy autek które uciekły spod niemieckiej prasy złomowej wypróbowują możliwości swoich pojazdów. Średnio przyjemnie. Przed odejściem w kierunku pałacu jest długawy podjazd na którym kręcę powolutku przyglądając się jak zbliżają się kolejne znaki drogowe. Potem asfalcik do pałacu dół-góra dół-góra. Jest brama pałacu a punktu nie ma. Jadę wzdłuż muru, jest z tyłu. Załatwiam formalności, jest tam jeden zawodnik który już chce wracać do bazy bo jest dobra godzina do końca. Ja też ale planowo poprzez PK8. PK8 Postanawiam zjechać przez las do przesmyku między jeziorami. Najpierw jednak są podjazdy czyli muszę chciał nie chciał zdobyć jakąś górę. Co nie zostaje mi wynagrodzone długim zjazdem, zjazdy do jeziora są ostre i muszą być hamowane. Przesmykiem, wyasfaltowaną drogą docieram do Chmielna po czym kilka km dalej mam zjechać na polna drogę do punktu. Zastanawiam się czy warto, czy potem zdążę w czasie na metę. Zjazd jest utwardzony i szybki więc decyduję się. Po minięciu domostw wpadam do lasku gdzie dziewczyny na punkcie są zaskoczone ze jeszcze ktoś przyjechał. Popędzam je żeby szybciej załatwić i kręcę dalej, z powrotem do asfaltu. DO METY Do Przyrowia, zakręt w prawo i odbicie na Sierakowice. Za odbiciem zgodnie z oczekiwaniem spory podjazd, do końca zostało pół godziny. Przypominam sobie że mam jeszcze żela i pół litra Powera (camelback jest już pusty). Więc staję na zaśmieconym przystanku autobusowym i wlewam w siebie całego powera oraz żela. Ciąży trochę w żołądku. Walę dalej, mijają minuty i wsie: Długi Kierz, Lisia Jama, Szklana, Mrozy, uuu podjazd już myślałem że nie będzie ale o dziwo mam siły, Stara Maszyna i Sierakowice. Która to była droga do szkoły? Skręcam ale jest ślepa. Następna, tak, kręci się tam zawodnik który wcześniej przyjechał i wskazuje kierunek. 3 minuty przed limitem przejeżdżam pod nadmuchiwana metą. Jest trochę ludzi, Karol Kalsztein, wyjaśnieamy kwestię nieobsadzonego PK4, patrzę ale Wigora nie ma. Spóźni się? ZAKOŃCZENIE Po paru rozmowach wskakuję z powrotem na rower i jadę do szkoły co budzi zdziwienie u niektórych, prowadzących rower. Wcale się tak nie dobiłem przez te 10h jazdy. Okazało się, że jak zawsze na wiosennym Harpie nikt nie zrobił kompletu, 18 punktów zdobył Andrzej Chorab, Wigor (który jednak spóźnił się 13min.) i chyba ktoś jeszcze (patrz wyniki). Trasa była może za ciężka jak na wiosnę, pełno piachów i rekordowe przewyższenia. Ze swej perspektywy oceniam ze było fajnie choć nie wykorzystałem swojego potencjału (ach te pomyłki orientacyjne... czy jak kto woli brak koncentracji). Przyjemność psuł trochę papier na którym wydrukowana była mapa, po zetknięciu z wilgocią zaczął się kompletnie rozsypywać... Poza tym mogłem darować sobie PK3 i PK4 a pojechać co najmniej do PK18 jeśli nie również do PK19, a to by dało miejsce "medalowe". Odnośnie sprzętu oprócz odkręconego centerlocka nic nie nawaliło i robił on cały czas swoje jak należy niosąc mnie na pełnej amortyzacji przez wszelkie wyboje. Nie ma jak dobry ful... i forma była o dziwo dobra, mimo wyraźnej nadwagi. Ogólnie czuję się zachęcony do dalszego "spalania tłuszczu" w tym sezonie. Pozdrawiam wszystkich! Podsumowanie w cyfrach: Dystans 196,8km przewyższenie 1635m (harpaganowy rekord!) 10h07min jazdy 16 na 20 punktów kontrolnych 47 na 60 punktów wagowych Marek Szymelis / Diablo |