Relacyjka z Harpagana 28 Kościerzyna -

Marek Szymelis / Diablo...powrót

 

 

Tym razem zrobiłem aż 3 wypady rozpoznawcze w okolice Kościerzyny, nie dlatego iżbym podchodził tak ambicjonalnie do wyniku na Harpie, ale musiałem rozruszać formę po dłuższej przerwie  w rowerowaniu (od lipca) spowodowanej złamaniem nadgarstka. Poza tym znalazło się chętne towarzystwo do jazdy. Pod kątem orientacji niewiele to jednak dało bo w czasie pokonywania trasy Harpagana jechałem prawie zawsze innymi drogami. 

Aby zadośćuczynić osłabionemu jeszcze nadgarstkowi oraz pragnieniu komfortu na długiej trasie, złożyłem sobie rowerek w pełni amortyzowany i nalałem najrzadszego oleju do przedniego amora. Zawieszenie przód i tył chodziło jak poduchy. Odnośnie formy, tym razem nie zapomniałem o naładowaniu się węglowodanami ostatnie parę dni przed startem, schodziło podwójne spagetti bolognese (w Srzebielinie dają dobre!!!), trochę słodyczy. Zawaliłem tylko porządne wyspanie się bo chciało mi się grać w necie do północy :)

Pobudka była o 4.30 ale pozwoliłem sobie na 20min. lenistwa. Później trzeba było trochę szybciej grzać do Kościerzyny. Ponieważ ICM zapowiadało ciągłe opady od rana, NIE zabrałem windstoperowego kondona z uwagi na to że ich prognoza ostatnio nigdy się nie sprawdzała.  

A więc Kościerzyna, noc, szkoła i krzątanina zawodników 15 min. przed startem. Jest Wigor i inni, odjeżdzają na rynek. Zakładam numery startowe, plecak i dalej na rynek bo zaraz start. Mapy już są rozdawane, biorę swoją i oglądam parę minut. Układam sobie trasę tym razem odwrotnie do zegara bo wiatr jest z kierunków południowych i w ten sposób pokonam drogę na południe przez obszary leśne. Oczywiście to teoria. Ruszam więc.

PK2

Wyjazd z Kościerzyny na drogę leśną nie do końca się udał, muszę  skorygować kurs jadąc pareset metrów pasem przeciwpożarowym wzdłuż torów. Potem szybko fajną twardą szutrówką i jestem na PK2. Jest tam zawodnik który wyraża chęć przyłączenia się do mnie. Możemy spróbować - odpieram. 

PK9

Zasuwam polną drogą w kierunku Skorzewa, wypadam na szosę. Oglądam się, kolega jest. Potem szosą przez Stężycę w prawo na dobrą szutrówkę. Na polach mijam właściwe odbicie w prawo ale 200m dalej zawracam. W tym czasie kolega z którym jadę skręcił prawidłowo i teraz jest przede mną. Droga robi jakieś zakola które niezbyt zgadzają się z mapą i wchodzi do lasu gdzie ma byc punkt. Lecz nie ma go. Stajemy niezdecydowani, ja zawracam i znajduję koleiny które mi bardziej pasują do mapy niż wyjeżdżona droga. Po chwili widzę punkt. Jestem pierwszy. 

PK17

Wyruszam dalej przez las aż dobijam do szosy w kier. Mściszewic. Przede mną pedałuje zawodnik z którym wcześniej jechałem. Punktu nie znalazł więc opisuję mu gdzie on jest i zawraca. Za Mściszewicami jest kawałek piaszczystej drogi po czym bez problemu znajduję PK. Znowu jestem pierwszy, jest to górny skraj mapy. 

PK16

Droga jest drobnym preludium do późniejszych makabrycznych piachów. Cofam się na skraj Mściszewic i skręcam na gruntówkę prosto na południe. Jest ona niezbyt szybka i przecina dolinkę za którą jest stromy podjazd. Potem następuje dłuższy odcinek dróg terenowych przez Węsiory, Niesiołowice, Gostomie aż docieram do PK16 w lesie. 

PK10

Przez Gostomko do szosy (co za zapadłe dziury :), szosą z wiatrem na zachód i w lewo w przecinkę ale za wcześnie. Do PK docieram więc z drugiej strony co wywołuje zdziwienie. Palą sobie ognisko.

PK6

Na mapie jest ciągła kreska na południe, w terenie taka sobie dróżka. Jedzie sie po niej raczej z trudem, piachy i piachy, błoto, czasem trzęsący bruk. Z naprzeciwka nadjeżdża Darecki z całą grupa ale to nie tramwaj - zapewnia. No OK, w końcu tu mało kto jedzie sam z tego co widzę. Słabsi w orientacji chętnie się podczepiają a na liście wyników i tak nie będzie widać. W końcu Lipusz, we wsi trochę asfaltowych rozgałęzień. Staję nad mapą, podjeżdża Łuki znany z maratonów, krótka wymiana uwag. Ruszam dalej, po 2km w las i prawie za daleko bo trzeba skręcić w boczną przecinkę. Jest tam gęsto od ludzi z trasy pieszej i rowerowych. Na PK jest m.in. Szymon, Slasz. Narzekam trochę na mojego amora w którym jakoś utwardziło się tłumienie.

PK19

Zdążyłem nabrać respektu dla okolicznych dróg gruntowych więc wybieram wariant szosowy, z powrotem przez Lipusz, dalej asfaltem, w las, wokół jeziora i na punkt. Na nim kilka osób zastanawia się nad dalszą trasą do PK13. 

PK13

Ja wybieram ciągłą kreskę do Kalisza chociaż mam przeczucie że ta droga jest kiepska. I rzeczywiście, makabryczne piachy zbijające średnią. Jest Kalisz, skręcam w prawo a potem na polną drogę przez Piechowice aż do PK13. Tam chłopaki informują mnie że nie ma mostu w kierunku PK11, na mapie jest x w kółku. 

PK11

Jadę więc niezłymi szutrami w kierunku Loryńca i Wąglikowic, potem znowu na leśną drogę. Niestety przy zjeżdzie na nią zapomniałem skontrolować licznik i nie bardzo wiem w którą z licznych przecinek skręcić. Skręcam w jedną, mijam obszar robót leśnych gdzie jakaś dziewczyna wykrzykuje zdumiona "a ten skąd się tu wziął" czy coś takiego. Potem gdy widzę wieżę która jest też na mapie, poznaję swoje położenie i lawirując po licznych przecinkach docieram do PK. W namiociku jest bardzo miła dziewczyna, która dopinguje mnie do dalszej walki, po tym jak wyrażam wątpliwości czy zrobię wszystkie punkty.

PK1

Jadę do Juszek a potem asfaltem aż do Rotenbarku i w lewo do lasu gdzie mijam się z Bartkiem Boberem, z którym wcześniej objeżdżałem okolicę. Chwilę później jestem na PK, dowiaduję się że Bartek ma 10PK tak jak ja. 

PK3

Aby dotrzeć do PK3 najpierw wracam do Rotenbarku, jadę szosą na północ, potem leśną gruntówką nad jeziorem Wierzysko. W lesie przed linią PKP jest asfalt na północ którego nie ma w jakiejkolwiek formie na mapie. Postanawiam nie eksperymentować lecz dojechać na PK3 drogami zaznaczonymi na mapie. Więc wyjeżdżam na pola, skręcam w lewo i mijając piechurów z TP dobijam do punktu na skraju lasu. Jest tam trochę ludzi z trasy pieszej i rowerzystów. Gdy przybywam jeden pieszy właśnie odchodzi. Na PK wzmacniam się żelem z tubki (miałem 6 tubek), popijam powerada. Chwilę marudzę po czym ruszam dalej.

PK7

Gdy jadę do PK7 dziwię się jak daleko zaszedł pieszy który wtedy odchodził z punktu. Obrazuje to ile czasu tracę na punktach. No nic, docieram do Wlk. Klincza po czym asfaltem przez Dębogóry i Niedamowo, polną drogą do PK7. Jest tam parka zawodników ze znajomym Remigiuszem R. ale ten zachowuje się conajmniej jakby mnie nie znał. No cóż na Harpie jest dużo indywidualistów ale niektórzy są wręcz dziwni... 

PK20

Co jakiś czas po drodze widzę wspomnianych gości przed sobą. Mijamy dość przyjemną okolicę z zadbanymi domami i nawet chwilowo świeci słońce. Potem za Nowymi Polaszkami polna droga przez las, jakieś zabudowania. Punkt jest na polu z prawej. Parka wspomnianych zawodników staje kawałek dalej niezdecydowana, ja skręcam na polną drogę której nie ma na mapie. Na polu droga zakręca i wiedzie prosto do PK. Ci dwaj "głuchoniemi" już tam są. Objechali druga stroną. Co za porażkowi ludzie myślę sobie. 

PK12

Drogi do PK12 na mapie jakoś nie układają się, niewiele myśląc ruszam szosą przez Stare Polaszki, Czerniki, Kobyle gdzie skręcam w lewo do lasu. W lesie od razu piaszczysty podjazd i czuję że mam kryzys fizyczny. Schodzę z roweru i postanawiam odpocząć 3 minutki na trawie. Czuję regeneracyjne mrowienie w nogach, zapijam żela wodą. Wchodzę na rower i jest dużo lepiej. Spory odcinek przez las, po bokach prawdziwe bagna i trzęsawiska, po czym wyjeżdżam na pola a potem do osady Milonki. Za owymi Milonkami na skraju lasu jest PK. Mój wzrok od razu przykuwają spore zapasy jedzenia przebywającej tam parki obsługowej. Bardzo mili, częstują mnie czekoladą i cukierkami bo ja zabrałem tylko 6 żeli i nie wziąłem portfela więc normalnie byłem głodny. Ten kawałek czekolady był naprawdę niezły. 

PK14

Fizycznie i moralnie wzmocniony (po wcześniejszym obcowaniu z nieciekawymi ludźmi), wyruszam polnymi drogami w kierunku Stefanowa, potem Iłownicy, Wysina, za Wysinem polna droga a na niej przede mną traktory. Muszę jechać kawałek za nimi, w końcu wyprzedzam. PK musi być gdzieś z boku, jest odejście w lewo, jadę tam z 50m ale nic nie widać. Po terenie szuka też kilku innych. W tym czasie traktory znowu wyprzedzają. Okazuje się że PK jest kawałeczek dalej w zagłębieniu i z głównej drogi polnej zupełnie niewidoczny. Gdy tam jestem nadjeżdża sporo osób w tym Darecki, od niego dowiaduję się jak najlepiej jechać do PK8 a na miejscu ma byc nieciekawie czyli ciężko. Hmm zobaczę. 

Na PK14 (ja w żółtym stroju). Zdjęcie zrobione przez Dareckiego, www.bikerelblag.hg.pl

PK8

Pokonuję polne drogi do Skrzydłowa, przez Szumles Szlachecki i Królewski gdy nagle widzę że kompas mi się nie zgadza. Droga wiedzie na zachód a miała iść na północ. Zakręcam na niezaznaczoną na mapie poprzeczną drogę która wg kierunku powinna mnie doprowadzić do właściwego szlaku. Konsultuję się jeszcze z rolnikiem na polu i po chwili jestem nad jeziorem przy PK8. Dziwię się słowom Dareckiego że miało być ciężko, w sumie punkt znalazłem łatwo. Kasuję bilecik, posilam się cukierkami gdy nadchodzą ludzie z przeciwnego kierunku (tam gdzie mam jechać) i głośno narzekaja na masakryczne błoto i że trzeba cały czas prowadzić rower. Postanawiam objechać trudny kawałek  polną drogą od wschodu, która powinna się zaczynać od pobliskiego domostwa ale jak do niej dotrzeć? domostwo jak zamek otoczone jest zarośniętymi stokami a droga dochodzi wysokim nasypem w oddali. Dziwne miejsce. 

PK15

Wjeżdżam pod górę do lasu, rzeczywiście błoto jest jakieś karykaturalne. Skręcam w prawo i chcę się przedostać do mojej obranej trasy. W lesie wspomniane lepkie błoto i bardzo stromo, trzeba prowadzić. W końcu pole a za nim droga którą mam jechać. Muszę uważać bo zaraz mam odbicie w lewo do Czarnej Huty. Przegapiłem, po chwili dojeżdżam do Trzepowa. Pozostaje mi robić kawał szosy przez Przywidz, Roztokę, parę kilometrów lasem i jestem na PK. Witają mnie słowa "Trochę późno?" Jest godzina i 15 minut do końca. Jeśli przyjmę że wszystkie błędy kosztowały mnie godzinę, to właśnie tej godziny mi brakuje do zaliczenia 3 pozostałych PK. Wszystkie są po bokach mojej trasy powrotnej do Kościerzyny i wcale niedaleko od niej.

DO METY

Dobijam do asfaltu w Kameli. PK18 na Wieżycy mogę już zapomnieć ale może PK4 albo PK5? Jadę do Egiertowa a potem w kierunku Kościerzyny. Zaczyna padać deszcz. Dociera do mnie że odległość jest spora i o żadnym PK nie może już być mowy. Nawet jadąc prosto do mety muszę zwiększyć tempo aby zmieścić się w czasie. Na dłuższych odcinkach tempo nie spada poniżej 30 a mam już ponad 200km w nogach, nieźle - myślę sobie. Cały czas pada i jest już ciemno. Wreszcie Kościerzyna, wygrywam wyścig z czasem. Na rynku jestem parę minut przed limitem, z dużą ulgą. Ze wszystkich kierunków zjeżdżają się bikerzy, wypełniają cały rynek na którym chyba nawaliło oświetlenie bo jest prawie zupełnie ciemny. Jednak nie ma większego problemu z odnalezieniem nadmuchiwanej mety gdzie stoją organizatorzy, w tym bodajże Karol Kalsztein i spisują mój numer. Oddaję też kartę.

ZAKOŃCZENIE

Z kilkoma osobami przejeżdżam przez miasto do szkoły. Rozluźniony, najważniejsze że w czasie.  Tradycyjnie w stołówce spotkanie przy żarciu które jest trochę skromne, zupka z chlebem, bez dolewki. Dowiaduję się że jest sporo Harpaganów co mnie nieco dziwi bo nie było za łatwo, przynajmniej odnośnie wymagań fizycznych, spore odległości i kiepskie gruntówki. Za to orientacyjnie raczej łatwo. Wygląda na to że poziom zawodników wzrasta. Mój chyba też ale jeszcze nie na tyle żeby zrobic komplet. No cóż, może uda się za kolejnym razem. Pozdrawiam wytrwałego i nieugiętego czytelnika który dotarł aż do tego odcinka niniejszego wypracowania :)

Podsumowanie w cyfrach:

217,3km od rynku do rynku

1305m przewyższenia

10h05min jazdy

162 średni puls

21,7 śr. prędkość

17 na 20 punktów kontrolnych

52 na 60 punktów wagowych

 

Marek Szymelis / Diablo